Strategia propagandowo-wizerunkowa PiS-u

Drukuj

Żeby przysposobić się do przeżycia trudnego okresu w naszym życiu społecznym, musimy zostać wyposażeni w wiedzę z zakresu mechanizmów psychologicznych, które determinują rządzących. Wprawdzie tytuł tego tekstu zawiera słowo "strategia", lecz jest to jedynie sarkastyczna fraza odnosząca się do głównego architekta naszych czasów, Jarosława Kaczyńskiego, którego ktoś kiedyś nazwał "genialnym strategiem".

Owszem, w trakcie kampanii wyborczej okazuje się niezłym taktykiem, ale – jak się wydaje – stworzona przezeń formacja idealnie odnajduje się w warunkach opozycji, bo kiedy zdobywa wreszcie władzę, zaczyna w jej działaniu niebezpiecznie zgrzytać. Będziemy zatem mówić raczej o determinantach psychologicznych władzy, o psychopatologii, niż o racjonalnym planie, bo właśnie owe uwarunkowania nadają bez reszty kierunek działaniom reżimowi.

Metoda prób i błędów

Widzimy, że władzy brakuje jakiegokolwiek planu rządzenia po coraz częstszych zmianach decyzji i publicznym wycofywaniu się z wcześniejszych deklaracji. Nie służy to wiarygodności i budowaniu stabilnego wizerunku, ale zawsze może być usprawiedliwiane siłą (patrz: arogancją) władzy. PiS w swoim mniemaniu nie musi troszczyć się o własną reputację, dlatego może sobie pozwolić na niekonsekwencję. Jak się wydaje jedyną strategią PiS-u jest rozdawnictwo pięciuset złotych na drugie dziecko. Wszelkie inne projekty są obwieszczane społeczeństwu, po czym wycofywane. Dotyczy to wycinki puszczy, dodatkowego obarczenia kierowców kosztami budowy dróg, likwidacji gimnazjów, restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, budowy centralnego inkubatora start-upów, utworzenia województwa częstochowskiego, najbardziej kontrowersyjnych przepisów nowej ustaw o ziemi, obniżenia wieku emerytalnego, kwoty wolnej od podatku, wsparcia dla Rydzyka. To znaczy, wycofuje się, ale jednocześnie, w niektórych wypadkach nie wycofuje. Czy możemy mówić o słabości formacji rządzącej, która pod naporem krytyki ze strony opinii publicznej zmuszona jest odchodzić od swoich zamiarów? Zapewne, le każdą klęskę można przecież przekuć na sukces: oto władza daje sygnał, że wsłuchuje się w głos ludu, i że w wyniku tej konsultacji jest skłonna zrezygnować z najbardziej kontrowersyjnych zamiarów. Szkopuł polega jednak na tym, że zarówno w formie, jak i w treści pisowskie przepychanki świadczą raczej o intelektualnym chaosie i desperacji, niż o kreowaniu dojrzałego partnerskiego dialogu ze społeczeństwem. W formie, ponieważ dementowanie wcześniejszych zapowiedzi ma nas przekonać, że źle zrozumieliśmy, przesłyszeliśmy się, zostaliśmy mylnie poinformowani, opacznie zinterpretowaliśmy słowa reżimowego funkcjonariusza. W treści, ponieważ codzienne wystąpienia polityków pisowskich utwierdzają nas w przekonaniu, że zwyczajnie rozpaczliwie poszukują oni pieniędzy na realizację populistycznych obietnic i nierealnych zamierzeń. Brakuje zatem strategii, a w zamian mamy do czynienia z ustawiczną burzą niezrównoważonych mózgów. Stąd tak ważne wyposażenie opinii publicznej w elementy wiedzy psychologicznej, z pomocą której łatwiej nam będzie zrozumieć dramat reżimu i klęskę państwa, które reżimowi zostało powierzone. Czy nieuchronną?

Wzdęcie godnościowe

W dziedzinie polityki zagranicznej PiS nie ma żadnej wizji. Janusz Lewandowski, obecnie eurodeputowany, który przygląda się temu mrocznemu widowisku z perspektywy Brukseli, politykę zagraniczną PiS-u nazywa „wzdęciem godnościowym”. Zachowanie reżimu na arenie międzynarodowej sprawia wrażenie, że polskiemu rządowi w ogóle nie zależy na budowaniu przyjaznych i korzystnych relacji z partnerami, ba!, nie zależy mu na budowaniu nawet relacji poprawnych. Partnerzy zagraniczni są sukcesywnie przez kolejnych reżimowych funkcjonariuszy obrażani. Widać wyraźnie, że PiS fatalnie sobie radzi poza granicami Polski, ponieważ polityka tego ugrupowania jest wybitnie dedykowana własnym obywatelom. Jedynym wyjątkiem są relacje z sąsiednimi dyktaturami, z Łukaszenką i Orbanem. Niemcy i cała Unia Europejska już zostały obrażone, i poniekąd także Stany Zjednoczone. PiS poszukuje sojuszników, ale tylko pod warunkiem, że ci pozwolą się obrażać. Czy to świadome działanie, którego celem jest izolacja Polski na arenie międzynarodowej, czy też działanie nieświadome, wynikające z kompleksów pisowskich? Przecież wiemy, że kadry tej partii, że jej personalne zaplecze pozbawione jest ludzi utalentowanych, obytych w świecie, inteligentnych. Po kolejnych nominacjach i wypowiedziach działaczy partyjnych zyskujemy przekonanie, że pisowskie zasoby ludzkie właściwie nie odbiegają od tych, nad którymi przed laty załamywaliśmy ręce, skupionymi w Samoobronie. Co ciekawe, PiS obraża zagranicznych polityków, ale samo manifestuje, że czuje się obrażone, stąd trafność diagnozy Lewandowskiego – wzdęcie godnościowe.

Folie à deux

Paranoja indukowana, albo obłęd udzielony – pod tą nazwą kryje się mechanizm rozprzestrzeniania chorobliwych idei prześladowczych z ośrodka władzy na całe społeczeństwo, i zwrotnie – od jednostek generujących teorie spiskowe ku ośrodkowi władzy. Chcę z całą mocą podkreślić: diagnoza psychiatryczna jako sposób na opisanie mechanizmów społecznych stanowi tylko pewną metaforę, według mnie celną, relacji władza – społeczeństwo w obecnym kształcie i ma służyć lepszemu ich rozpoznaniu i zrozumieniu. Nie chodzi zatem o przyklejanie łatek psychiatrycznych i traktowanie dolegliwości psychicznych jako żartu, wręcz przeciwnie: kategorie opisu życia psychicznego jednostki niekiedy pasują do opisu funkcjonowania organizmu społecznego, i z tego punktu widzenia mogą być pożyteczne, zwłaszcza przy podejmowaniu prób zaradzenia problemowi. Przy okazji poprzednich pisowskich rządów zaczęto publicznie po raz pierwszy rozprawiać o paranoi:

Paranoja polityczna 

Nasz król ma paranoję 

Wróciło zjawisko, a wraz z nim debata nad paranoją w polityce:

Amerykański ekspert: W Polsce rządzą paranoicy 

Obłęd udzielony 

Zatrzymajmy się chwilę nad tym ostatnim tekstem. Jakkolwiek do paranoi manifestowanej przez obecną władzę nie ma raczej żadnych wątpliwości, nas interesuje tu inne zjawisko: wzajemnego zarażania się myśleniem prześladowczo-spiskowym i zarażania nim nas wszystkich. Nie jest bowiem istotny w takim pojmowaniu świata konkretny obiekt prześladowczy, ani też uzasadnienie oskarżenia go, ale sam fakt, że się w naszym myśleniu pojawia. Świat paranoidalnie skrzywiony zaczyna nas wszystkich otaczać i niebezpiecznie wciągać w orbitę swoich wpływów. Wszyscy razem i każdy z nas z osobna wystawiany jest teraz na niebezpieczeństwo zapadnięcia na paranoję. Dlatego tak potrzebny jest teraz, jak nigdy dotąd, psychiczny wysiłek nie ulegania emocjom i zachowania samokontroli, w tym szczególnie dyscypliny intelektualnej i racjonalizmu w ocenie zdarzeń.

Narcyzm

Władza każe nam skupić na sobie całą swoją uwagę. I faktycznie, czyni to po mistrzowsku: przestajemy interesować się czymkolwiek poza kolejnymi ekscesami reżimu. Roztrząsamy każdą, najbardziej nawet bzdurną, ale zawsze szokującą wypowiedź, ekscytujemy się tymi mizernymi ludźmi. Nie mamy zresztą innego wyjścia: próba ignorowania urealnia groźbę nieprzewidzianego ataku ze strony władzy, więc z dwojga złego lepiej taki atak antycypować, niźli być nim zaskoczonym i reagować poniewczasie. To właśnie dlatego manifestuje nieprzerwanie Komitet Obrony Demokracji – pikiety i demonstracje KOD-u mają znaczenie zapobiegawcze, jakby obywatele chcieli powiedzieć władzy: „spodziewamy się po was najgorszego i jesteśmy czujni! Nie uśpicie nas i nie zniechęcicie! Nie pozwolimy wam się zaskoczyć!”

Z kolei sam dyktator Kaczyński i jego podwładni przejawiają kilka prymitywnych mechanizmów, łatwych do zdemaskowania. Pierwszym z nich jest zaprzeczanie. Pisowscy funkcjonariusze idą w zaparte, kiedy chcą udowodnić, że „białe jest czarne”, i że nie powiedzieli tego, co powiedzieli. Albo że mają odmienne intencje od tych, które wcześniej zadeklarowali. Albo że nie są tymi, którymi są. Słowa mają walor sprawczy, a kłamstwo powtórzone wielokrotnie zaczyna jawić się adresatowi jako prawda. Często mieliśmy z zaprzeczaniem do czynienia przy okazji wypowiedzi pisowców, i będziemy mieć do czynienia w przyszłości, dopokąd będą rządzić. Najczęściej uzasadniając zaprzeczanie, polityk pisowski posługuje się zarzutem, że „jego słowa zostały wyrwane z kontekstu”, albo że „jego słowa są nadinterpretowane i manipulowane”, albo że „jego słowa zostały źle przetłumaczone”, że on sam pada ofiarą nagonki i manipulacji, że to, co powiedział to był tylko wstępny projekt, przenośnia, jeden z wielu wariantów, etc.

Innym mechanizmem jest dewaluacja vs. idealizacja (gloryfikacja). Obóz rządzący i wyborcy PiS są idealizowani, czyli przypisywane są im bezwzględnie i zawsze szczytne intencje, szlachetne zamiary, chlubne życiorysy, chwalebne czyny i święte słowa, odmiennie do opozycji, która jest postponowana (dezawuowana) jako element animalny, gorszy sort, resortowe dzieci, etc. Opisywane mechanizmy władzy są zresztą jednym z opisów osobowości typu borderline, czyli z pogranicza nerwicy i psychozy. Stąd rodzi się pytanie, na ile te prymitywne i nieracjonalne zachowania i postawy wynikają z nieuświadomionych ułomności, a na ile biorą się z cynizmu i wyrachowania?

Najciekawszym mechanizmem stosowanym w tym kontekście i z lubością przez PiS jest tzw. identyfikacja projekcyjna. Proszę o chwilę skupienia, bo właściwie ten mechanizm stanowi sedno poczynań władzy, a jednocześnie jest dość skomplikowany. Nakładają się nań jednocześnie, zgodnie z nazwą, dwa zjawiska psychologiczne: identyfikacja i projekcja, oba z osobna nie tak brzemienne w skutki i nie tak niebezpieczne każdy z osobna, jak oba razem wzięte. Identyfikacja polega na przypisywaniu sobie cech drugiego człowieka, a projekcja – na nieświadomym przypisaniu drugiemu człowiekowi swoich własnych cech. Identyfikacja projekcyjna polega na jednoczesnym przypisaniu drugiemu swoich cech (najczęściej niekorzystnych i szkodliwych) i reagowaniu na nie tak, jakby faktycznie ów człowiek te cechy manifestował. Innymi słowy, mechanizm ów polega na wymuszaniu na drugim osobniku takich zachowań, jakich się po nim spodziewamy jako po prześladowcy, wymuszaniu poprzez nasze własne reakcje. PiS wmawia nam takie cechy, postawy i zachowania, jakie sam ma w swoim arsenale, a których się wstydzi i nie chce, by je zdemaskowano. 

Definicja tego mechanizmu w wikipedii jest następująca: „polega na przypisywaniu innej osobie nieakceptowanych własnych przeżyć, przy jednoczesnym przeżywaniu ich jako reakcje na przeżycia odbiorcy projekcji. Zachowanie osoby projektującej wywiera na odbiorcy presję przeżywania siebie i zachowywania się zgodnie z cudzą projekcją.” 

Jeśli Szanowny Czytelnik ma trudności ze zrozumieniem tego mechanizmu, proponuję odczuć go intuicyjnie na przykładach z życia społecznego wziętych: PiS ma świadomość, że nie garną się doń intelektualiści, że brakuje mu potencjału intelektualnego, że jest wręcz przeciwnie – artyści, naukowcy, aktorzy, pisarze, ludzie twórczy raczej stronią od tego ugrupowania. Partia jest tym faktem rozczarowana i sfrustrowana. Rodzi się w niej agresja do pożądanego środowiska, a jednocześnie obniża się samoocena. Wszystkie te przeżycia i stany psychiczne w odwecie niejako władza przypisuje opozycji, nazywając ją „ludźmi gorszego sortu”. Wymusza to na nas, opozycji, reakcję – zaczynamy się buntować przeciw obrażaniu nas i czujemy rosnącą agresję wobec obozu władzy. Reżim triumfuje – identyfikacja projekcyjna się powiodła. To w nas jest teraz agresja, niechęć i pogarda do nich. Zostaliśmy zmanipulowani.

Inny przykład: reżim pisowski ma świadomość, że jego postulaty narodowo-socjalistyczne mogą się kojarzyć z czasami komuny i ze Stowarzyszeniem Patriotycznym „Grunwald”. Wyzywa nas zatem od postkomunistów, w efekcie zdejmując z siebie odium skompromitowanego systemu. To nic, że w szeregach władzy jest komunistyczny prokurator Piotrowicz i wielu innych, to nic, że hołubiony aktor Zelnik był konfidentem bezpieki. To my musimy się teraz tłumaczyć z zarzutu komuny, a nie oni. Znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia, ponieważ odbijając piłeczkę weszlibyśmy do infantylnej gry na inwektywy i uczestniczylibyśmy w niegodnej przepychance. Ale nie odbijając tej piłeczki poniekąd przyznajemy – w mniemaniu manipulatorów – rację, że faktycznie coś jest na rzeczy, skoro brak nam argumentów i milczymy.

Nachalna propaganda

Poza rozdawnictwem pieniędzy, których w państwowej kasie nie ma, do strategii PiS należy prostacka propaganda w wydaniu Jacka Kurskiego i telewizji reżimowej (narodowej). Cechują ją arbitralne spotwarzanie i marginalizowanie opozycji oraz poszukiwanie tematów zastępczych, spośród których na czoło wysuwają się kwestie historyczne: lustracja, tragedia smoleńska i śledztwo smoleńskie, polityka historyczna, sztafaż patriotyczno-religijny, czyli to wszystko, co potencjalnie wzbudzić może największe emocje,  co w dyskursie i współczesności i choćby gospodarczych prognozach jest całkowicie nieprzydatne, chyba że w ich przykrywaniu i zacienianiu. I znowu, jak się wydaje, skuteczność owych wysiłków propagandowych jest bliska zeru, ponieważ dzisiaj, w przeciwieństwie do zamierzchłych czasów, które zachowuje w dobrej pamięci Jarosław Kaczyński, telewizja publiczna stanowi zaledwie jedno z wielu źródeł informacji i w razie potrzeby może być z powodzeniem odrzucona. I powinna zostać odrzucona, no chyba że dla śmiechu.

Czytaj również