Równouprawnienie kobiet według PiS-u

Drukuj

Agato, czy mnie zawiodłaś? Nie, nie zawiodłaś. Spodziewałem się tego. Twoje poprzedniczki, że wymienię Danutę, Jolantę, Marię i Annę, nie są dla Ciebie wzorem. Dla Ciebie wzorem jest lalka Barbie. Jeśli kogokolwiek zawiodłaś, to zapewne własnego ojca. Taka pierwsza dama, jaki prezydent - malowana. I nic ponadto.

Każdą właściwie szczytną ideę można ośmieszyć, kiedy wpadnie w ręce kabotyna. Weźmy taki patriotyzm – dla jednych to postawa obywatelska i uczucie przywiązania do ojczyzny, lojalność, zgłębianie historii, dbanie o wizerunek za granicą, edukacja i pomocnictwo współobywatelom, próba ulepszania miejsca życia i wzbogacania go własną pracą i kreatywnością, a także krytyka złych tradycji. Dla drugich to noszenie koszulki z martyrologicznym emblematem i buńczuczne groźby wobec wyimaginowanych wrogów ojczyzny, to obnoszenie się ze sloganowym patriotyzmem, który nic nie oznacza, w pijackim widzie na stadionie, czy podczas demolowania przystanku autobusowego, czy w hejterskim komentarzu internetowym.

Albo weźmy taką ideę bycia etycznym. Jedni budują w sobie moralność i zmagają się z pokusami życia, pomiędzy wyrzutami sumienia a własną słabością i niedoskonałością. Wewnętrzna potrzeba samodoskonalenia. Dla drugich bycie etycznym to strofowanie sąsiada, który w niedzielę nie poszedł na mszę i deklaracja śmierci innowiercom. Najlepiej z puszką piwa w ręku, dla odprężenia między ustawkami. Dlatego każdą ideę łatwo można skompromitować i uczynić jej karykaturę, kiedy pomiędzy nazwą a próbą jej spełnienia widać gołym okiem przepaść hipokryzji.

Jedną z takich szczytnych idei jest równouprawnienie. Kiedy myślę o wciąż niedoszłym i zaległym polskim równouprawnieniu, na myśl przychodzi mi wspaniała postać Izabeli Jarugi-Nowackiej, która zmarła w katastrofie samolotowej. „Była kobietą. Zawsze i przede wszystkim kobietą. Potem politykiem. Potem feministką. Potem wolnomyślicielką. Czasem gorszycielką. Często „Matką Teresą” od pomagania pokrzywdzonym. Samotnym matkom, pielęgniarkom, emerytom, kombatantom. Można by wymieniać w nieskończoność. Ale najpierw była kobieta. Mądra, piękna, świetnie ubrana.”

Inna postać, także zmarła w tej katastrofie, która kojarzy mi się z równouprawnieniem, to Maria Kaczyńska. „Pierwsza dama Maria Kaczyńska, choć nie pełniła funkcji politycznych ani urzędniczych, miała odwagę głosić swoje poglądy nawet wbrew interesom formacji bliskiej mężowi. Broniła kompromisu wokół ustawy antyaborcyjnej wtedy, gdy część polityków domagała się jej zaostrzenia. Odważnie wypowiadała się za procedurą in vitro. Wsparła obrońców Doliny Rospudy. Były to jej osobiste poglądy wygłaszane bez żadnych podtekstów politycznych, bez związku z polityczną taktyką. Ale były ważnym głosem w debacie na ten temat” – tak opisywała ją Dominika Wielowieyska w tekście „Kobiety wybitne, liderki” opublikowanym tuż po katastrofie.

Równouprawnienie kobiet według rządzącej partii, Prawa i Sprawiedliwości, ma dziś twarz posłanki Krystyny Pawłowicz. Do dyskursu publicznego wprowadziła maniery rodem z bazaru i magla. Kobiety zaangażowane w walkę z męską dominacją w polityce zapewne załamują ręce. Niby jest w sejmie wyrazista postać kobieca, ale ponadto niewiele dobrego można o niej powiedzieć. Postawiona na świeczniku broni tradycyjnego modelu obyczajowego, w którym kobieta nie ma nic do powiedzenia, posłuszna mężowi, żywicielowi rodziny, rodzi kolejne dzieci i opiekuje się domem. Ma przy tym ładnie pachnieć i wyglądać.

Posłanka Pawłowicz wytyka polskim feministkom, zdeterminownym w walce o prawa kobiet, że brakuje im jakoby „uczuć wyższch”: „Wy nienawidzicie Kościoła i wszystko na niego zwalacie. Jest wyraźna atmosfera przyzwolenia na każde wolne działanie, na zabicie dziecka, na aborcję. Pani Szczuka z najwyższym lekceważeniem opowiadała, bo pani nie ma wyższych uczuć, pani potrafi przedrzeźniać jedną Madzię i drugą. Wasze poglądy relatywizują wszystko, dom, rodzinę, małżeństwo, panie oduczacie ról społecznych i prowadzicie do zaniku uczuć wyższych.” 

Inną twarzą równouprawnienia pisowskiego kobiet jest Beata Kempa. Szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów kłamie, że jest prawniczką. I nic poza tym nie da się o niej powiedzieć, ponad to, że po internecie krąży filmik, jak zwraca się do kleru podczas spotkania zorganizowanego przez pana księdza Rydzyka w Toruniu. Wszyscy boki zrywamy, z jaką przesadną i żenującą uniżonością tytułuje hierarchów i niższych funkcjonariuszy religijnego koncernu. „XXIV Rocznica Powstania Radia Maryja: Wystąpienie min. Beaty Kempy”

Ale prawdziwą twarz pisowskie równouprawnienie zyskało dzięki Beacie Szydło, która jak wiemy znana jest z tego, że przypina sobie rozmaite broszki do granatowego żakieciku. Pani premier polskiego rządu pisowskiego wypowiada się zgodnie z instrukcjami swojego przełożonego i mentora, prezesa Kaczyńskiego. Nie wiadomo, co robi w czasie wolnym, być może zagniata ciasto i lepi pierogi w willi na Żoliborzu, bo cóż innego miałaby do roboty? Zrobiła zawrotną karierę awansując z burmistrza małej mieścinki Brzeszcze na premiera, ale w zamian przyrzekła, że absolutnie nie będzie mieć samodzielnie nic do powiedzenia. A jeśli już, to zgodnie z linią programową swojej partii. „O aborcji wypowiadałam się prywatnie” 

Wszystkie wymienione damy nie mają świadomości lub zdają się nie pamiętać, że gdyby nie wieloletnie starania środowisk kobiecych w Polsce, one też nie zrobiłyby żadnej kariery politycznej. To dzięki presji organizacji feministycznych, zdominowane przez mężczyzn partie zgodziły się na parytety, czyli uczestnictwo kobiet w życiu politycznym. PiS także uległo tej presji, ale zrozumiało ją po swojemu, przekornie i opacznie: owszem, kobiety będą posłankami partii, tyle że wtedy i tylko wtedy, jeśli zdecydują się na niesamodzielność i faktyczną dominację męskiego głosu. Ich istnienie w polityce jest zatem iluzoryczne i nie tylko niczego dobrego kobietom nie przynosi, ale wręcz uwłacza godności kobiet.

Ruch emancypacyjny w Polsce ma wielowiekowe tradycje, znaczone tak znakomitymi nazwiskami, jak Narcyza Żmichowska, Elia Orzeszkowa, Zofia Nałkowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Tadeusz Boy-Żeleński i inni. Współcześnie, to Kazimiera Szczuka, Wanda Nowicka z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Sylwia Chutnik, i szereg innych kobiet z Porozumienia 8 Marca.

Krytykując obecny opłakany stan rzeczy w polskiej polityce, należy napomknąć, że i w poprzednim rozdaniu politycznym nie było tak całkiem różowo. Pamiętam swoją petycję na temat blokowania ratyfikacji konwencji antyprzemocowej

To było raptem rok temu: Senacka komisja przeciw konwencji antyprzemocowej. Bo zmusi Kościół do uznania kapłaństwa kobiet?

No, ale teraz mamy do czynienia z fundamentalizmem katolickim, któremu schlebia reżim Kaczyńskiego, co zaowocowało wsparciem restrykcyjnej – jeszcze bardziej od dotychczasowej! – ustawy antyaborcyjnej. Postępowe społeczeństwo taki gest doprowadza do furii i każe pikietować pod sejmem w obronie podstawowych praw kobiet:
„Dość hipokryzji!”. Polska i świat manifestuje przeciwko totalnemu zakazowi aborcji pod hasłem „odzyskać wybór”

Kobiety bowiem przez reżim Kaczyńskiego i fundamentalistów katolickich traktowane są instrumentalnie, jako inkubatory, których naczelnym nakazem egzystencjalnym jest rodzenie dzieci, możliwie jak najczęściej i najliczniej. Kobiety nie mają nic do gadania. Dyktatura pisowska narzuca im obowiązek poprawienia złych wskaźników demograficznych. Nieważne jest ich zdrowie, sytuacja materialna, kondycja psychiczna, plany życiowe, emocje i przeżycia – mają się rozmnażać i basta!, niczym kwoki w kurniku. Przypomnijmy, że kwoka, to kura domowa w okresie lęgowym, potocznie nazywanym okresem kwoczenia. W okresie tym kwoka znosi jaja, wysiaduje je i wyprowadza lęg. Potomstwem kwoki są kurczęta. Otóż, okres lęgowy kobiet polskich zaplanowany przez PiS ma być permanentny. Bez szacunku, perspektyw, bez edukacji, środków antykoncepcyjnych i ewentualności wykonania skrobanki w razie konieczności.

Otóż PiS płaci sowicie kościołowi za gorliwe wsparcie podczas kampanii wyborczej (a i teraz, po wygranych wyborach). Płaci w gotówce, ale też przypodchlebiając się takimi fundamentalistycznymi ustawami, jak ta nieszczęsna o aborcji. I zdaje się, że przepłaci, pogrążając zarówno siebie, jak i kościół w odmętach społecznego potępienia.

Powrócą jeszcze dobre czasy, kiedy będziemy mogli znowu pracować nad równouprawnieniem kobiet polskich i wreszcie do tego skutecznie doprowadzić.

Tymczasem mamy kłopot z pierwszą damą, Agatą Kornhauser-Dudą, która w sprawie dla kobiet i dla nas wszystkich tak społecznie brzemiennej w skutki i ważkiej odmawia jakiejkolwiek wypowiedzi. Zamiast niej wypowiada się jej rzecznik oraz pan małżonek, stwierdzając, że ona ma prawo do tego. Ona ma prawo, ale kobiety w Polsce mają nie mieć żadnych praw? Pierwsza dama nabrała wody w usta, ślicznie pachnie i wygląda, zakłada gustowne sukienki i z wdziękiem pozuje do zdjęć, choć rola pierwszej damy, to zapewne coś więcej, niż praca modelki.

Czytaj również
  • Małgorzata Kubowicz

    „Pierwsza dama nabrała wody w usta, ślicznie pachnie i wygląda, zakłada gustowne sukienki i z wdziękiem pozuje do zdjęć, choć rola pierwszej damy, to zapewne coś więcej, niż praca modelki.” Skoro rola pierwszej damy jest tak ważna, dlaczego nie otrzymuje ona żadnego wynagrodzenia za pełnienie swoich obowiązków? Praca modelki jest opłacana. Nie oczekuje się od modelki, że będzie pracowała za darmo. Pełnienie obowiązków, które nakładane są na pierwszą damę, znacznie utrudnia, wręcz uniemożliwia jej normalną pracę. Od pierwszej damy oczekuje się nawet, że zrezygnuje ze swojej kariery, żeby towarzyszyć mężowi, który tę karierę kontynuuje. Przez pięć lat nie zarabia, w związku z czym nie ma odprowadzanych składek emerytalnych. Moim zdaniem z równouprawnieniem kobiet ma to niewiele wspólnego. Agata Duda (jak każda pierwsza dama) jest ofiarą nierównego traktowania kobiet. Wiele osób, które są oburzone jej milczącą potawą, porównuję ją do poprzednich pierwszych dam, stawiając je za wzór do naśladowania. Szkoda, że również ich praca była wyceniana na 0 zł. Czy to nie jest upokarzające? Myślę, że warto zwrócić uwagę na ten problem.

    • Joanna Mazurkiewicz

      jasne.Masz rację.Pierwsza Dama powinna przynajmniej jakąś średnią krajową dostać i mieć ten okres wliczony w lata pracy…nie zmienia to jednak faktu ,że doczekaliśmy się najgorszej pary prezydenckiej w historii wolnej Polski choć nikt nie przypuszczał ,że można przebić Wałęsów to jednak Danuta na tle Agaty prezentowała się duuużo lepiej.

    • Dorota Pawlik

      skoro jest ofiarą, to widocznie cierpi na syndrom sztokholmski, bo nic nie chce zrobić by zmienić swoje nędzne położenie.

  • maximer006

    Kobiety czy mężczyźni mogą więcej? – pytanie zdaje się być trudne. Głównie wszystko zależy od okoliczności, ale istotne jest to, że kobiety są z reguły bardziej uprzywilejowane niż mężczyźni. Mówiąc zwięźle wartość kobiet w społeczeństwie jest znacznie wyższa. Moim skromnym zdaniem dzieje się tak, ponieważ było tak dawniej i jak się okazuje jest tak samo po dziś dzień. Na szczęście w internecie pojawiają się głosy równowagi np. MGTOW Polska (MGTOW to skrót od „man go their own way) tak jak kilka innych serwisów :)