Polska bez armii?

Drukuj

Co się stanie z nami, gdy minister już całkiem zdewastuje polską armię?

Armia jest słowem, którego przeciętny obywatel unika, ponieważ kojarzy się z wojną. Wojny nie chcemy, więc o istnieniu armii też wiedzieć nie chcemy. Macierewicz dewastuje polską armię koncertowo!
Rewolucja PiS-u zakłada bowiem „wymianę elit”, a więc nie tylko urzędników, sędziów, naukowców, artystów, lekarzy, prokuratorów, menadżerów, nauczycieli, ale także oficerów. „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.
W czasach pokoju (oby trwały wiecznie), armia – podobnie, jak dzieci w czasie deszczu – się nudzi. Pomocne są ćwiczenia, misje i wspieranie społeczności lokalnej w różnych pracach, by ją z nudy wyrwać. Wszelako najważniejszą funkcją armii jest pełnienie roli straszaka. Pacyfizm jest ideą ze wszech miar godną popularyzacji, lecz pozostanie ideą, dopóki cały świat się ku niej nie skłoni. Na razie się nie skłania, czego dowód mamy w Syrii.
Macierewicz tworzy armię alternatywną. Jego prawą ręką jest Misiewicz, który żwawo prowadzi zaciąg w nocnych klubach. „Obrona terytorialna” w zamyśle będzie się składać z podsądnych i innych zbirów. Być może w miejsce ustępujących generałów Misiewicz zaprosi swoich kolegów do piastowania funkcji dowódczych na prośbę Macierewicza.
Oszalały minister nie tylko zajmuje się wypłatami dla członków komisji smoleńskiej, której działalność ogranicza się do przyjmowania wygórowanych apanaży, ale też demontuje polskie wojsko. I dlatego generałowie opuszczają armię.
Dowódcy stają bowiem przed wyborem tragicznym: czy zostać i podejmować desperackie próby przeciwstawiania się fatalnym decyzjom ministra w imię dobra wojska, czy też odejść, by nie brać osobistej odpowiedzialności za owe decyzje? Dobrego wyjścia nie ma. Oba wybory są brzemienne w skutki i wiodą donikąd.
Macierewicz jest uwikłany w mocno podejrzane kontakty z personami, które ewidentnie współpracują ze służbami wywiadowczymi Rosji, a także z rosyjską mafią. Konstatacja ta wydaje się szczególnie groźna w obliczu realnego niebezpieczeństwa, jakie czyha na nas zza wschodniej granicy. Przedsmak mamy na terenie Ukrainy, z którą Rosja toczy wojnę realną i hybrydową. A to przecież tuż za miedzą.
O dziwacznych konszachtach Macierewicza od wielu miesięcy alarmistycznie powiadamia nas Tomasz Piątek:
„– Niepokoi mnie brak wyjaśnień ze strony Antoniego Macierewicza jego związków z „rosyjskim łącznikiem” – Jackiem Kotasem – mówi w wywiadzie dla Faktu Jan Śpiewak, twórca stowarzyszenia Miasto Jest Nasze i „odkrywca” warszawskiej afery reprywatyzacyjnej. Przy okazji ujawniania niejasnych powiązań właścicieli warszawskich nieruchomości, Śpiewak wpadł na rosyjskie tropy, wiodące do Ministerstwa Obrony Narodowej.”
Pan Antoni miał ostatnio kraksę, z której wyszedł cało. Paranoja władzy każe doszukiwać się w tym incydencie prób zamachu na ministra. Tymczasem powodem wypadku był pośpiech i nadmierna prędkość. Macierewiczowi włos z głowy nie spadnie, ponieważ – jak wynika z powyższych publikacji – jest autorem wiekopomnego i brzemiennego w skutki dzieła zniszczenia polskiej armii i uczynienia nas bezbronnymi.
Jeden amerykański kontyngent wojskowy niewiele nam pomoże w tym kontekście, tym bardziej, że nowy prezydent USA otwarcie kwestionuje pomoc Europie w ramach NATO i sprzymierza się z Putinem.
To co się stanie z nami, gdy już pozbędziemy się armii?Bez tytułu

Czytaj również