Manifestacja naszej europejskości

Drukuj

Jestem warszawiakem, więc poniekąd czuję się zobowiązany wprowadzić naszych wspaniałych gości w tajniki tych fragmentów miasta, które wspólnie dziś mijaliśmy podczas manifestacji KOD-u i opozycji "Jesteśmy i będziemy w Europie". Bo te mijane przez nas fragmenty mówią równie dużo, co szlachetni mówcy na podestach, i co my mówimy. Między nami żywymi ludźmi, dziś przeżywającymi dramat złej władzy i rodzącej się dyktatury, a tymi kamieniami i posągami warszawskimi, o których wspomniałem, toczy się dialog, w który należy się wsłuchać.

Nie po raz pierwszy warszawskie kamienie i legendy do nas przemówiły. Przemawiają zawsze, lecz zawsze są to inne kamienie i inne legendy, w zależności od trasy naszego marszu. Już raz zresztą owo metafizyczne zjawisko opisałem kilka miesięcy temu i tu je przywołam, jako że mój opis nie był dotąd publikowany poza Facebookiem*).

Gdy się samotnie spaceruje przemierzając warszawskie ulice, owe głosy są słyszalne, ale nie tak silnie, jak wówczas, gdy się kroczy w tłumie, w określonej intencji. Zresztą, inne głosy słychać na warszawskim Muranowie, gdzie pogrzebano getto, a inne tam, gdzie wytyczamy sobie trasy marszu. Wszędzie jednak do nas przemawiają, ofiary prześladowań, bohaterowie i patroni, i ci, którzy odeszli w glorii chwały, ale i ci, co w niesławie. Nie są anonimowi, bo pozostają w naszej zbiorowej pamięci. Przywołują nas i wspominają naszą wspólną historię. Oczywiście, mówię tu o wielogłosie, słyszalnym z bram każdej niemal kamienicy i każdego zaułka, lecz by Państwa nie zanudzać zbyt rozwlekłym wywodem skupię się tylko na postaciach pomnikowych.

Otóż, dzisiejszy marsz rozpoczęliśmy w Alejach Ujazdowskich, vis à vis siedziby pani Szydło. Pani Szydło nie ma nic do powiedzenia, a nawet, gdyby miała, jej oracje są strawne jedynie dla wąskiego grona koneserów. Dla nas zatem jest postacią milczącą. Akurat tak się złożyło, że dawno temu nieopodal, bo w Belwederze, pomieszkiwał wielki książę Konstanty, też dla Polaków postać wredna, który – jak wszyscy pamiętamy – salwował się ucieczką w damskim przebraniu przed powstańcami 29 listopada 1830 roku. Powstańcy ze sprzysiężenia Wysockiego przybyli doń z pobliskiej Szkoły Podchorążych, która mieści się na terenie Łazienek Królewskich.

Dziś stoją tam dwa warte wspomnienia pomniki: Chopina i Sienkiewicza. Chopin przemawia swoją genialną muzyką, lecz ten drugi, Henryk Sienkiewicz, przemówił do mnie dziś z pomnika:
„Należę do tych, którzy głoszą, że idea ojczyzny powinna zajmować pierwsze miejsce w duszy i sercu człowieka.(…). Ale jednocześnie pierwszym obowiązkiem prawdziwego patrioty jest czuwać nad tym, by idea jego Ojczyzny nie tylko nie stanęła w przeciwieństwie do szczęścia ludzkości, lecz by się stała jedną z jego podstaw. Tylko w tych warunkach istnienie i rozwój Ojczyzny staną się sprawą, na której całej ludzkości zależy. Innymi słowy, hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez Ojczyznę do ludzkości, nie zaś: dla Ojczyzny przeciw ludzkości”.
Szkoda, że tych słów nie usłyszeli funkcjonariusze pisowskiego reżimu, bo by ich zawstydziły. Ostatecznie jeden z nich uroczyście otwierał niedawno Rok Sienkiewicza w naszym kraju. Koncepcja patriotyczna patrona daleka jest od nacjonalizmu lansowanego przez Kaczyńskiego i jego podwładnych.

A potem na Placu na Rozdrożu Mateusz Kijowski i przywódcy opozycji wspólnie rozpoczęli naszą manifestację odśpiewaniem narodowego hymnu.

Trzeba tu dodać, jako że trzymam się swojej pomnikowej konwencji, że przysłuchiwał się temu z sąsiedztwa Roman Dmowski. Słyszałem, jak zgrzyta zębami. To podła postać, twórca nowoczesnego polskiego antysemityzmu, na którym oparł swoją teorię patriotyzmu polskiego, i któremu uległa część Polaków okresu międzywojnia. Roman Dmowski wysyczał do mnie przez zęby:
„Gdybyśmy byli podobni do dzisiejszych Włoch, gdybyśmy mieli taką organizację jak faszyzm, gdybyśmy wreszcie mieli Mussoliniego, największego niewątpliwie człowieka w dzisiejszej Europie, niczego więcej nie byłoby nam potrzeba.”
Jakie to szczęście, że nikt poza mną tej obrzydliwości nie usłyszał! Dmowski nie doczekał wojny, więc nie mógł wiedzieć nic o Holokauście, bo gdyby się dowiedział, to musiałby sobie również zdać sprawę z tego, że tacy jak on politycy wspierający faszyzm, pośrednio przyczynili się do tej tragedii ludzkości…

Mijaliśmy potem Park Ujazdowski (park mojego najwcześniejszego dzieciństwa, że pozwolę sobie na osobisty wtręt). A w tym parku siedzi wygodnie w fotelu Ignacy Jan Paderewski. I on także do mnie powiedział parę słów, posłuchajcie, bo to naprawdę wzruszające:
„Nie zginie Polska, nie zginie! Lecz żyć będzie po wieki wieków w potędze i chwale. Dla was, dla nas i dla całej ludzkości.”
Oj, Maestro! Ależ z pana idealista! Pańska Polska przetrwała w wolności raptem 20 lat, a ile przetrwa ta nasza? I czy jeszcze jest wolna, i czy nie zniewolił jej już skutecznie wróg wewnętrzny? Ale ja kocham idealistów i pańskie przekonanie wprawdzie nie przemawia do mojego rozsądku, ale krzepi moje serce! Z takimi jak ty, maestro, lepiej się  żyje w tym umęczonym kraju!

I wnet znaleźliśmy się na Placu Trzech Krzyży. A tam Wincenty Witos (nota bene również antysemita, tyle że ludowy), zerknął na mnie i wyrzekł te słowa:
„Jeżeli dyktatura w Warszawie była inteligentna, to dyktatura policjanta taką być nie mogła, bo przeważna część policjantów nawet do swego zadania nie dorosła. a jednak byli to ludzie, którzy rządzili i sądzili. Zaczęły się orgie szykan i nadużyć.”
Wyrzekł je ku przestrodze, jako że miał w pamięci proces brzeski. A potem dodał, nie wiadomo, czy mając na myśli nam czy sobie współczesnego dyktatora:
„Wyznaję zasadę, że nigdy i nigdzie, w żadnym państwie nie wystarczy i dla obrony, i w każdej innej sytuacji państwa, ani klika, ani poszczególny, choćby najwięcej genialny człowiek. Ciężar ten musi wziąć na siebie całe społeczeństwo. Nie chcemy więc, żeby Polska budowana była na jednym człowieku, chcemy, ażeby budowało ją całe społeczeństwo.” Na koniec dodał na pocieszenie: „Nie ma sprawy ważniejszej niż Polska.”

A na rondzie, gdzie stoi palma, rondzie Marszałka Charlesa de Gaulle’a, pomnik stwierdził z wyraźnym akcentem:
„Patriotyzm jest wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest miłość do własnego narodu; nacjonalizm wtedy gdy na pierwszym miejscu jest nienawiść do innych narodów niż własny.” I jeszcze: „Podstawą naszej cywilizacji jest wolność każdego do myśli, wierzeń, opinii, pracy, rozrywki.”

Jak Państwo pamiętają maszerowaliśmy następnie Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem aż do Królewskiej. Kopernik dziś był milczący, figura Jezusa z kościoła św. Krzyża także, może dlatego, że wyręczali ją dewoci, którzy głośno wypędzali z nas domniemanego szatana obrazami, krucyfiksami i monstrancjami… Widocznie owa figura kamienna zawstydziła się takich kompanów…

Na wasze szczęście, bo musiałbym zreferować jeszcze głosy Wyszyńskiego i Prusa, skręciliśmy w Królewską i dotarliśmy do celu. Placu, któremu patronuje Piłsudski. Nie byłby sobą, gdyby nie wyraził swojego życiowego credo:
„Socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce.”
Ależ, panie naczelniku! Socjalizm jest w Polsce skompromitowany! Nikt go nie chce poza garstką zapaleńców! I, proszę mi wierzyć, nikt nawet nie wie, że pan – ojciec założyciel Rzeczypospolitej, jest socjalistą z przekonania! Marszałek się zasromał, podrapał w czoło i zawyrokował:
„Umiłowanym stanem Polaków jest niezdecydowanie!”
Na litość boską, panie naczelniku, niech pan to krzyczy głośno, żeby dotarło do wszystkich, nie tylko do nas na tym marszu! My wszak o tym wiemy! Marszałek spojrzał mi prosto w oczy i wyrzekł kolejne zdania, niczym motto dedykowane tym obywatelom, którzy nie wierzą, że możemy sobie z naszym dramatem poradzić:
„W dzieciństwie moim ciągle szeptano mi w uszy tzw. mądre przysłowia: „Nie dmuchaj pod wiatr!” „Głową muru nie przebijesz!” „Nie porywaj się z motyką na słońce!”. Doszedłem potem do wniosku, że silna wola, energia i zapał mogą te właśnie zasady załamać. I obecnie kiedy stoimy wobec wielkich zadań dalszej budowy państwa polskiego, właśnie potrzeba nam ludzi, którzy potrafią tej starej mądrości tych przysłów się przeciwstawić.” O, i to jest dobre motto dla KOD-u! Dziękuję, marszałku. Zapewne pan wie, że nasz obecny dyktator na panu stara się wzorować, lecz wychodzi mu to karykaturalnie. Będziemy zatem pana jeszcze nieraz odwiedzać, żeby odpędzić ów koszmar i poradzić się w paru sprawach.

I wystąpił Big Cyc, który zagłuszył mowę pomników. Niemniej ładnie wystąpił i zaśpiewał.


 


*) Dziś (27 lutego 2016 roku) po przywitaniu u wejścia do Skaryszaka wszystkich moich znajomych, w tym Mateusza Kijowskiego, przyłączyłem się do sekcji rytmicznej Konrada Materny, założywszy sobie werbel i chwyciwszy dziarsko pałeczki. Cóż za frajda maszerować wybijając rytm!
„Guantanamera!
Kto mądry Lecha popiera!”
Przemówienia niebawem pokażą i zrelacjonują media – powiem tylko, że szczególnie wzruszający był list Lecha Wałęsy odczytany przez naszego lidera.
Trasa marszu przez stolicę została wytyczona martyrologicznie, bo nie da się inaczej w Warszawie. W dzisiejszym marszu „My, Naród!” wzięli udział KOD-owicze ze wszystkich stron Polski i utworzyliśmy kilkudziesięciotysięczny tłum obywateli szczerze zatroskanych o losy naszej ojczyzny. Skaryszak nosi oficjalną nazwę Parku Skaryszewskiego im. Ignacego Jana Paderewskiego, jednego z ojców założycieli II RP. Gdy ktoś na miejsce zbiórki szedł od przystanku metra Stadion musiał omieść wzrokiem Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, u zbiegu Al. Zielenieckiej i Zamoyskiego. Swego czasu królowała w nim m.in. Krystyna Janda. Stadion Narodowy przeszedł na moich oczach metamorfozę, ostatnio będąc Jarmarkiem Europy, a wcześniej Stadionem X-lecia.
„Guantanamera!
I buty na marszu zdziera!”
I weszliśmy na rondo Waszyngtona, Jerzego Waszyngtona, pierwszego prezydenta USA, ojca narodu amerykańskiego. To w preambule do amerykańskiej konstytucji znalazły się słowa „My, Naród!”, które w tamtejszym kongresie zacytował Lech Wałęsa. Z rondem Waszyngtona wiąże się też historia liryczna Saskiej Kępy i postaci wspaniałej Agnieszki Osieckiej, której piosenki pozwalały nam przetrwać szare dekady komunizmu.
A potem weszliśmy na Most księcia Józefa Poniatowskiego, zwany w przeszłości mostem Mikołajewskim, mostem im. Cesarza Mikołaja II lub Trzecim Mostem… Najpiękniejszy most w całej Warszawie, zaprojektowany przez Stefana Szyllera, tego od Bramy Uniwersytetu Warszawskiego. Szyller był Polakiem z wyboru, wywodzącym się z rodziny o niemieckich korzeniach.
„Słuchaj, narodzie,
cała nadzieja jest w KOD-zie!”
Potem kroczyliśmy zwartym pochodem Alejami Jerozolimskimi. Warto wspomnieć, że nazwa tej arterii pochodzi od istniejącego w XVIII wieku na zachód od obecnego pl. Zawiszy osiedla żydowskiego Nowa Jerozolima. Żeby się Aleja kojarzyła nam z Bliskim Wschodem Joanna Rajkowska ustawiła na niej 15 lat temu sztuczną palmę daktylową. Dziś jednak było gorąco – dopisało nam przedwiosenne słońce i można się było w trakcie marszu opalać. Niemal jak w prawdziwej Jerozolimie, o której wciąż myślę.
„Guantanamera,
Błaszczak w papierach nam szpera…”
Po lewej minęliśmy Muzeum Narodowe, a po prawej Liceum Zamoyskiego przy Smolnej (które kończyłem w 1983 roku) i dotarliśmy do Traktu Królewskiego i ronda de Gaulle’a. Świetlaną postać generała Charles’a de Gaulle’a wszyscy pamiętają jako prezydenta Francji, a mało kto wie, że brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i mieszkał przy Nowym Świecie. Był generał francuskim mężem stanu, nie to, co inny generał, Czesław Kiszczak, którego obecne władze pisowskiego reżimu szykują nam na narodowego bohatera za jakieś ubeckie papiery magazynowane przeciwko Wałęsie.
Przy rondzie usytuowany jest też gmach KC PZPR, niegdysiejszej „przewodniej siły narodu”. Za komuny omijaliśmy go szerokim łukiem. Kto wie? Może PiS obierze sobie ów gmach na swoją siedzibę?
„Guantanamera,
ktoś się do Polski dobiera…”
Dalej po prawej minęliśmy Smyka, dawny Centralny Dom Towarowy przy Brackiej/Kruczej – architektoniczna ikona modernizmu, podpalona za komuny ze sloganem „Jeszcze jedna podwyżka, a Warszawa spłonie jak szyszka”.
I dochodzimy do ronda… Dmowskiego (na szczęście zostanie przebudowane na skrzyżowanie, więc obmierzły patron, patron antysemitów zniknie z centrum). I obok rotunda – „czapka generalska”, przy której w 79 roku zginęło 50 osób (wybuch gazu). I jeszcze „patelnia” – wyjście ze stacji metra Centrum, gdzie niedawno zbierane były podpisy pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „Świecka szkoła”…
„Guantanamera,
KOD Jarosława uwiera…”
Gdyby skręcić w lewo – na południe – dotarlibyśmy do Placu Konstytucji, ale nie tej naszej, tylko komuszej, bo to na jej cześć ten plac nazwano. Nasza zaś, gwałcona przez obecne władze, prezydenta, rząd i parlament, została ustanowiona 2 kwietnia 1997 roku. Niedługo obchodzić będziemy rocznicę, ale niestety także 2 kwietnia, tyle że 8 lat później zmarł Jan Paweł II, więc nie dane nam będzie tej rocznicy obchodzić hucznie. Tak się złożyło.
Nie skręcamy jednak na południe, tylko w prawo w Marszałkowską, bo tak wyznaczyliśmy trasę naszego Marszu.
Z lewej mijamy Pałac Kultury i niegdysiejszą trybunę komunistów, z której przywódcy odbierali hołdy ludu pracującego miast i wsi paradującego w pierwszomajowych pochodach. Czy reżim Kaczyńskiego nie powinien aby powrócić do tej tradycji? To tam w 56 roku odbył się wiec poparcia dla Gomułki. Może rekonstruując system kaczyści skuszą się i odtworzą pochody i wiece z tamtych czasów?
Dochodzimy do stacji metra Świętokrzyska. 5 lat temu na kontrmanifestacji organizowanej 11 listopada przez Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita i Antifę – w tym miejscu Halina Bortnowska rozdawała młodzieży białe róże na znak, żeby mieć odwagę wyrażania własnych poglądów i sprzeciwu, ale nigdy z użyciem siły. Dalej za stacją – fragment Warszawskiego Getta, ulica Próżna, która dopiero niedawno odzyskała przedwojenny blask, a do tej pory straszyła jako ruina i świadek wojny. Za nią Plac Grzybowski i mój ukochany Teatr Żydowski…
„Guantanamera,
a niech go jasna cholera!”
Docieramy do Królewskiej – do Ogrodu Saskiego i skręcamy w prawo, w kierunku Placu Piłsudskiego. Na osi saskiej Jaruzelski pod koniec swoich rządów ustawił w okolicy pomnik „utrwalaczy władzy ludowej”, wielki obelisk, który wraz z Dzierżyńskim z Placu Bankowego tuż po przełomie 89 roku został obalony. Tak obalone zostaną wszystkie niechciane pomniki wszelkich reżimów, przeszłych, obecnych i przyszłych. Miniemy jeszcze Zachętę, w której Eligiusz Niewiadomski zastrzelił 16 grudnia 1922 roku pierwszego prezydenta RP, Gabriela Narutowicza…
Kończy się nasz Marsz „My, Naród!”. Opisałem to wszystko tak skrupulatnie, żeby unaocznić, że pamięć bywa niezawodna i obiektywna. Składa się z różnych planów i chronologii, splata się i supła, ale pozostaje w nas. Ku przestrodze obecnej władzy, która chce manipulować naszą narodową pamięcią. Niedoczekanie! Historia oceni was jednoznacznie i – owszem – przejdziecie do niej, lecz li tylko jako koszmarny epizod naszych dziejów. Wszystko zostanie zapamiętane.

Czytaj również