Mamy problem ze sobą

Drukuj

Od inteligencji oczekiwałbym raczej szukania dobrych pomysłów na przełamanie społecznego impasu, a nie jeremiady. A już na pewno nie spodziewałbym się wygodnego tkwienia w okopach i szańcach, i samozadowolenia. Na takie postawy się nie godzę, bo zrodziła je głupota i bezmyślność.

Są dwa plemiona: plemię władzy i nasze plemię, opozycji. Nie należę do żadnego z nich; do tego pierwszego z oczywistych względów, do tego drugiego też nie, bo nie chcę reagować pod dyktando Kaczyńskiego. Mateusz Kijowski też nie chce należeć do żadnego plemienia, o czym napisał wczoraj na Fejsbuku: „Nie zapiszę się do żadnego plemienia”. Z reakcji na jego wpis widać wyraźnie, że czeka nas ogromna praca, nie tyle nad tamtymi, co nad samymi sobą. To Mateusz Kijowski jako pierwszy wyraził pragnienie wspólnego marszu w święto niepodległości. Duda zrobił to wtórnie, kopiując myśl Mateusza Kijowskiego. Nie dość zatem, że obłudnie jak zwykle, to jeszcze falsyfikując cudzą ideę. I na tym polega nasza wyższość i talent polityczny lidera KOD-u. To my zatem będziemy resocjalizowali zagubionych szczeniaków, być może połowę narodu, omamioną przez pisowców, a nie oni nas.

Przypomnę, co napisałem o tym wszystkim w związku z wypowiedziami lidera KOD-u, „Co miał na myśli Mateusz?”:
Trzeba mieć doprawdy wiele złości i zacietrzewienia w sobie, by posądzać lidera KOD-u o nacjonalistyczne tęsknoty. Jeden z internautów na fanpage’u KOD-u zamieścił następujący wpis:
„W wywiadzie dla Wirtualnej Polskie sfotografowany pod portretem Romana Dmowskiego Mateusz Kijowski opowiada o tym, ze marzy mu się wspólny marsz z ONR. Rano w TOK FM z kolei zarzucał współorganizującym dzisiejszy Marsz Przeciwko Nacjonalizmowi antyfaszystom, że są agresywni i stanowczo stwierdzał, że nie jest mu z nimi po drodze. Ja rozumiem potrzebę jednoczenia i budowania zgody, ale opowiadanie 11 listopada, że bliżej nam do faszystów niż antyfaszystów jest skrajnie nieodpowiedzialne i stawia KOD w bardzo złym świetle. Jeśli coś takiego powiedziałby polityk PiS to zupełnie słusznie byłoby to we wszystkich polskich i zagranicznych mediach.”
Pod wpisem ktoś przytomnie skomentował:
„Mam wrażenie, że to był skrót myślowy Mateusza Kijowskiego, że marzy mu się Polska bez podziałów. A może marzą mu się cywilizowani kibole. Też wielka rzecz.”

Jeden z myślących internautów dodał: Po licznych postach i komentarzach w sprawie wspólnego marszu nasuwa mi się wniosek, że edukację musimy zacząć od siebie. Najpierw my (jako KOD) musimy wyzbyć się, „lokalnego” nacjonalizmu i szowinizmu. Masz rację „gorszy sort” myśli, że jest lepszy, uprawniony do osądzania innych. Paranoja, przecież do lustrzane odbicie PiS. Dlaczego niektórym tak trudno to zrozumieć?

W takich chwilach utwierdzam się w swojej mizantropii. Nie po drodze mi z ludźmi zacietrzewionymi, pełnymi złości do innych i przekonania o własnej wyższości. A czymże wy się różnicie od tych, co dzielą nas na gorszy i lepszy sort, na swoich i obcych? Otóż, nie różnicie się niczym, tyle tylko, że tkwicie po drugiej stronie rowu, czy lustra. Różnicie się etykietką. Faszyzm zaczyna się od dzielenia ludzi. I wy też dzielicie ludzi. Na lepszych i gorszych. I jesteście przekonani o własnej wyższości. Niczym się nie różnicie od tych, których z takim zapałem potępiacie.
Jesteście pełni zacietrzewienia i złej woli. odpowiada wam ten podział. Dzięki takim jak wy Kaczyński ma szansę rządzić tutaj długie lata.
Nikt nie mówi o przytulaniu do piersi Winnickiego, Kowalskiego, czy Kaczyńskiego. Chodzi o tysiące młodych, którzy dali się omamić. I których trzeba ratować. Powsadzacie ich wszystkich do więzienia, żeby mieć spokój? 100 tysięcy ludzi pójdzie siedzieć? Albo 500 tysięcy? A może ze dwa miliony zapuszkujecie, żeby mieć poczucie, że zrobiliście porządek z faszyzmem?
Ludzie, obudźcie się! To jest kupa narodu, którą trzeba oświecić! Będziemy żyć ze sobą pod jednym dachem do śmierci! Trzeba wykazać odrobinę dobrej woli i zacząć ich edukować.

Jest jeszcze argument czysto praktyczny. Jesteśmy wydelegowani jako ofiary tego nowego systemu pod wredną nazwą „dobrej zmiany”. Twierdzę, że utwierdzając się w postawach odrzucających całą resztę, respektujemy ten stan rzeczy. Bo tylko będąc pełnymi nienawiści i zacietrzewienia, jesteśmy ofiarami, z którymi warto walczyć. Gdybyśmy zaczęli wykonywać gesty pojednawcze, tłumaczyć tym młodym, zwracać na nich uwagę, nie tylko potępiać, ale też przede wszystkim pokazywać, jak mogliby wydostać się na właściwą drogę, tylko wtedy, apelując do rozsądku, zyskalibyśmy szansę porzucenia roli ofiar.

Ale, jak widzę, chcemy być ofiarami. Z poczuciem wyższości i zaciętym wyrazem twarzy. Wygodnie nam współtworzyć plemię i realizować plan Kaczyńskiego. Jego projekt triumfuje nie dlatego, że pijani kibole i – pożal się Boże – „narodowcy” mu sprzyjają, ale dlatego, że my ten projekt respektujemy. I dopóki sobie tego nie uświadomimy i nie porzucimy roli, jaką narzucił nam Kaczyński, jego rządy będą trwały, a my będziemy te rządy utrwalać naszą bezmyślną złością.

Czytaj również