Ktoś powinien protestować

Drukuj

24 kwietnia minie rok od śmierci Władysława Bartoszewskiego. Dla pokolenia moich rodziców, mojego pokolenia i pokolenia mojej córki był człowiekiem symbolem, uosabiającym piękne oblicze Polski otwartej i patriotycznej. Dziś, gdy go nam tak dojmująco brak, zastanawiam się, czy to dla niego nie lepiej, że nie musiał już przeżywać kolejnego szoku, który nam zafundowało PiS. Przez obecną partię rządzącą był bowiem bezprzykładnie atakowany i opluwany w przeszłości, sam zaś widział w jej poprzednich rządach m.in. ogromne zagrożenie dla naszych zagranicznych relacji.

Nie wiem, na ile współczesna polska edukacja przewiduje nauczanie o Władysławie Bartoszewskim i jego życiu. Zapewne nie bardzo, gdyż resort edukacji zarządzany przez PiS dobrze wie, iż to postać nie z ich bajki, a nawet więcej – wróg śmiertelny. Cały właściwie życiorys Profesora jest antypisowski: pomagał Żydom i się z nimi przyjaźnił (zwłaszcza z Markiem Edelmanem), przyczynił się do polsko-niemieckiego pojednania i budował wzajemne relacje oparte na przyjaźni, a przede wszystkim był zwolennikiem międzynarodowych stosunków jak najbardziej partnerskich, życzliwych, wzmocnionych europejską wspólnotą i więzią. Więc zaiste człek dla PiS-u stracony. Wielka szkoda, że młodzież nie dowie się o nim niczego w szkole, dlatego tym bardziej na nas spoczywa obowiązek zapoznawania jej z tą postacią w warunkach domowych i niezinstytucjonalizowanych. Wrócą czasy, kiedy rządzący będą wspominać dobrze Profesora, bo będą kontynuatorami jego polityki. Ale na razie musimy uzbroić się w cierpliwość.

O pisowskiej polityce zagranicznej Bartoszewski mawiał: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona.” Miał na myśli niesłychaną Annę Fotygę, ale zapewne to samo powiedziałby i o obecnym ministrze, wąsatym panu Waszczykowskim… To m.in. dzięki prześmiewczym bon-motom Profesora zdołaliśmy jakoś przeżyć ponure dwa lata poprzednich rządów pisowskich, więc teraz tak bardzo nam go brakuje.
Trudno zwięźle opisać tę postać i na pewno nie sprowadza się ona do funkcji krytyki poczynań pisowskich. Owszem, krytykował, ale wszelkie łajdactwo i kabotynizm, nie tylko pisowskie przecież. Bo i sam tytuł tego mojego tekstu „Ktoś powinien protestować” jest cytatem z naszego bohatera, ze wstępu do filmu o nim w reż. Jerzego Ridana:

Ktoś to przecież powinien zrobić, znak zapytania.
Ktoś powinien reagować, znak zapytania.
Ktoś powinien się przeciwstawić, znak zapytania.
Ktoś powinien protestować, znak zapytania.
Ja sobie też zadawałem takie pytania, sam. I znajdowałem taką odpowiedź – jeżeli ktoś, to dlaczego nie ja?

Takie laudacje są w pełni uprawomocnione: „Jego życie od zawsze było podróżą. Polityk, dziennikarz, pisarz, działacz społeczny, historyk. Także były więzień Auschwitz, żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, minister, senator, sekretarz stanu. Władysław Bartoszewski, dla wielu autorytet i wzór.

Mam w domu książkę „I była dzielnica żydowska w Warszawie” z autografem Profesora, książkę będącą wyborem tekstów Marka Edelmana i Władysława Bartoszewskiego, wydaną przez PWN w 2010 roku w serii Literatury faktu, pod czujnym okiem Małgorzaty Maruszkin. Autograf zdobyłem w siedzibie Agory podczas spotkania promującego tę książkę. Inne, warte polecenia, to choćby Pod prąd, Prawda leży tam, gdzie leży, czy Warto być przyzwoitym. I wiele innych.

Zachowało się wiele filmów utrwalających portret profesora, choćby ten: Droga, albo Lekcja Bartoszewskiego.
Pisowska, albo szerzej: prawicowa szczujnia próbuje nam wszystko zohydzić. Przykładowo: Gazeta Wyborcza ma być wybiórcza lub nawet koszerna, Jerzy Owsiak – ma być przekrętowiczem, prof. Gross – siejącym antypolską nienawiść, Maciej Stuhr – zdrajcą, Olga Tokarczuk – antypolonuską, Mateusz Kijowski – alimenciarzem, Tomasz Lis – kłamcą, Lech Wałęsa –  konfidentem, Donald Tusk – skrytobójcą, etc. A Władysław Bartoszewski uzurpatorem tytułu naukowego. Wystarczy wymienić dowolne nazwisko czy zjawisko, a już wylewa się nań fala hejtu z wyżej wymienionymi łatkami, których zadaniem jest zasianie wątpliwości, czy warto wspomnianych darzyć szacunkiem. Tak to działa. W ten oto sposób cały nasz świat został splugawiony żółcią wylewaną z pisowskich gardzieli.

Na podobnej zasadzie, jak dewaluacja naszych autorytetów, tyle że w stronę przeciwną, odbywa się idealizowanie wątpliwych autorytetów pisowskich: Lech Kaczyński – prezydent tysiąclecia, Andrzej Duda – pomazaniec boży, Jarosław Kaczyński – genialny strateg i mąż opatrznościowy, Tadeusz Rydzyk – wspaniały duchowy ojciec narodu, Ewa Stankiewicz- fenomenalna dziennikarka niepokorna, Krystyna Pawłowicz – zaplecze intelektualne partii, Jerzy Zelnik – aktor wszechczasów, etc. Tak jak sprzymierzeńcy pisowscy są dekorowani grubą warstwą pozłotka, tak adwersarze i krytycy – obrzucani są grubą warstwą błota.

Z tej przyczyny można nawet zaryzykować stwierdzenie, że szlam pisowski zwiastuje piękną postać i że nosi się go z chlubą niczym wyróżnienie.

O opisywanym tu zjawisku Władysław Bartoszewski tak powiadał: „Kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza. To jest obrzydliwość. Nie każdy może mnie obrazić. Prezes PiS nie ma życiorysu, który by mu na to pozwolił. Jestem ponad to.” (Kaczyński jak pijak w autobusie).

Postaci samego profesora Bartoszewskiego nie trzeba nikomu przypominać – wszyscy go znamy i wszyscy go podziwiamy, i wszystkim nam go brakuje. Skąd zatem pomysł, by jednak napomknąć cokolwiek o profesorze?

Ano stąd, że wzrasta młode pokolenie, które podlega zmasowanej propagandzie reżimowej w imię tzw. „polityki historycznej”. Należy przeto dawać nieustanne świadectwo naszej pamięci o tym wielkim Polaku i wspaniałym człowieku. Jak bardzo Profesor zaangażowany był w naprawianie niedoskonałego świata, z jakim zapałem to czynił w różnych dziedzinach i jak potrafił zjednywać sobie rozmaite środowiska, niech świadczy ta oto rozmowa jego przyjaciół, która miała miejsce kilka miesięcy po jego śmierci:
Prof. Władysław Bartoszewski we wspomnieniach przyjaciół.

Trzy dni temu w Muzeum Historii Żydów Polskich otwarto wystawę przybliżającą tę wybitną postać, zatytułowaną: Bartoszewski 1922–2015. Więcej niż przyzwoitość”. W księgarniach ukazała się też książka Wydawnictwa Znak: „Polacy – Żydzi – okupacja. Fakty. Postawy. Refleksje”. Książkę tę Znak rekomenduje jako „ostatnią książkę Władysława Bartoszewskiego – rok po jego śmierci”…

Korzystając z okazji mam przyjemność zaprosić Państwa na szczególne wydarzenie poświęcone Bartoszewskiemu: na debatę i udział w dyskusji Warto być przyzwoitym …czyli o tym jak zachować przyzwoitość w nieprzyzwoitym świecie? To już X Publiczna Debata Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana przy współudziale Polskiego PEN Clubu dedykowana pamięci Władysława Bartoszewskiego. Wprowadzają do debaty: Stanisław Obirek i Monika Płatek DEBATUJE PUBLICZNOŚĆ. Obrady prowadzi Iwona Smolka. 26 kwietnia 2016r.  godz. 17.45 Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, Scena Kameralna (wejście od ul. Sewerynów). Wstęp wolny. Zapraszają: Paula Sawicka, Adam Pomorski Andrzej Seweryn.

Bez tytułu

Czytaj również
  • Sauelios

    Gwiazda Śmierci z ulicy Czerskiej zapracowała na wszelkie możliwe epitety negatywne za wytężoną pracę w dziedzinie szerzenia polakożerstwa i nienawiści do wiary. Pan Bartoszewski też zapracował np. słowami „bowiem już mi zbrzydło uważać bydło za niebydło” – tak przemawia „wasz świat waszych autorytetów”.

    https://www.youtube.com/watch?v=TKrp4lJO1DQ