Kariera Nikodema Dyzmy w pisowskiej odsłonie

Drukuj

Okazuje się, że tzw. "dobra zmiana", a więc strategia pisowskich rządów, sprowadza się do zmian kadrowych. Niestety, z reguły i z definicji nieudanych. PiS nie dysponuje bowiem odpowiednim potencjałem, by stołki obsadzić ludźmi kompetentnymi. Śmiechu co niemiara, bo przecież dyletanci będą się kompromitować. Niedługo wszyscy będziemy płakać, niefachowość wszak w licznych dziedzinach państwa doprowadzi je do upadku. To jednak dopiero "niedługo", więc na razie nie pozostaje nam nic innego, jak się gorzko śmiać.

„Może tzw. Dobra Zmiana powinna dokonać też istotnych przeobrażeń na stanowiskach dyrektorów szkół, pośród których wielu jest profesjonalistów a niewielu prawdziwych Polaków i patriotów” – napisał anonimowy sympatyk PiS do radnego w związku z „aferą” na festiwalu, który zorganizowała młodzież w jednej z warszawskich szkół. Szerzej na ten temat w komentarzu Jarosława Osowskiego: „Afera w warszawskim liceum. Poszło o komunizm na szkolnym festiwalu„.

Zatrzymajmy się na chwilę przy zacytowanych tu słowach, które wprowadzają antagonizm między profesjonalistą a prawdziwym Polakiem. Otóż, reżim Kaczyńskiego, jak alarmują media, dokonuje czystek we wszystkich firmach i instytucjach, na jakie ma wpływ (wyjątkiem są firmy prywatne). Wiemy, że nadal nie ma szefa policja po tym, jak podał się do dymisji skompromitowany szef poprzedni. Odchodzi w niesławie pisowski szef stadniny koni w Janowie Podlaskim. Najlepszą zresztą ilustracją symboliczną obecnego reżimu jest wrogie przejęcie tej stadniny mimo protestów i ostrzeżeń. Kandydat PiS-u wyznał rozbrajająco szczerze w dniu nominacji, że na koniach się nie zna, ale będzie się gorliwie uczył. Efektem złych rządów są padłe konie. Podobny los czeka zapewne wszystkie dziedziny naszego państwa i życia publicznego w Polsce. tak jakby PiS miał siać śmierć i zniszczenie. Wszystko, czego się dotknie, obraca się w perzynę. Dlaczego tak się dzieje? Kadry rządząca partia ma nader mizerne i niekompetentne. Pisowski prezydent potrafi jedynie perfekcyjnie się podpisać krótkim nazwiskiem, pisowski premier potrafi sobie przypiąć broszkę do żakietu (dotychczasowa kierowniczka domu kultury we wsi Brzeszcze), a pisowski zarządca stadniny nie potrafi nawet utrzymać koni przy życiu: „To absurd, że cały świat interesuje się padniętym koniem„.

Kilka miesięcy temu PiS zmienił ustawę o służbie cywilnej w taki sposób, że w miejsce kompetencji jako warunku naboru na stanowiska urzędnicze wpisana została zasada członkostwa w partii. Czyli odwrotnie, niż marzyliśmy i niż wynikało z ustawy w jej pierwotnym brzmieniu.
Już nami rządzą i będą nami rządzić w coraz szerszym zakresie ignoranci. Nie pokorni jednak, lecz gorliwi, bo „nie nauka, a chęć szczera, zrobi z ciebe oficera”.

PiS musi obsadzić wszelkie możliwe stanowiska swojakami z dwóch przyczyn: po pierwsze, w podzięce za wsparcie w kampanii wyborczej, po drugie zaś, by opanować państwo we wszystkich sferach publicznych. Wówczas najłatwiej „rządzić” i wprowadzać wszelkie możliwe rozwiązania, jakie tylko wpadną do głowy Jarosławowi Kaczyńskiemu, naszemu dyktatorowi. Nikt nie zadaje pytań, nikt się nie buntuje, wszyscy stanowią jedną pisowską rodzinę.

Sympatycy rządzącej partii nie za bardzo chcieli obejmować stanowiska resortowe, woleli w spółkach skarbu państwa lub urzędach skarbowych. Natychmiast podniesiono odnośną ustawą płace w urzędach ministerialnych. Nawet bowiem, gdy jest ignorantem, pisowski urzędnik państwowy musi być sowicie wynagradzany.

Zasygnalizowałem to w tekście zamieszczonym na portalu Komitetu Obrony Demokracji, zatytułowanym „Kwestia zaufania„:
„Dopokąd w urzędach liczą się kompetencje, możemy zaufać urzędnikom, że nie będą się kierować złą wolą, bo ograniczają ich prawa i procedury. Zawsze od niesłusznej naszym zdaniem decyzji urzędowej można się odwołać. Tak się to wszystko dzieje w państwie demokratycznym. W państwie autorytarnym, z którym mamy obecnie w Polsce do czynienia, urzędników rekrutuje się spośród lojalnych wobec władzy działaczy partyjnych. Kompetencje się nie liczą. Urzędnicy stają się ignorantami. Ale nie dość tego. Mogą cechować się nadgorliwością i naginać prawo do realizacji partykularnych interesów własnej partii lub, by pognębić opozycjonistów.”

Oczywiście, zmiany personalne zawsze są najbardziej elektryzujące. Wyborcy „żądni krwi”, z bezinteresowną zawiścią i dziką satysfakcją dowiadują się, jak to poleciał ze stołka ten czy inny, jak władza „odspawała” kolejnego prezesa lub wyrzuciła na bruk dziennikarza – celebrytę. Społeczeństwo jest przekonane, że nie potrzeba żadnych uzdolnień ani jakichkolwiek kompetencji, by piastować funkcję prezesa spółki lub by ględzić w studiu telewizyjnym. Ostatecznie, jeśli ludzie przeczuwają, że jakieś uzdolnienia jednak trzeba mieć, to przecież łatwo je nabyć, a po wtóre cóż za różnica, kto tam objął synekurę i z czyjego nadania.

Wpadł mi ostatnio w ręce tygodnik „Wprost”, którego nie czytuję, w zamian oddając się lekturze „Polityki” i „Newsweeka”. No ale wpadł mi w ręce i stwierdziłem, że zmiany personalne są dla pisowców kluczowe. Owszem, udają, że bardziej ich pociągają strategiczne zmiany ideologiczne, strukturalne, systemowe, ale koniec końców całe to nieudolne mydlenie oczu sprowadza się do jednego: wsadzenia na kolejny stołek swojaka.

Niejaki poseł Stanisław Pięta w wywiadzie „Staram się być wyrazisty” tak powiada: „Uważam, że powinny być jak najszybciej podjęte decyzje personalne (…). Oczekiwanie wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest jednoznaczne – ludzie pytają nas, dlaczego zmiany idą tak wolno. Dlaczego po trzech miesiącach od przejęcia władzy nadal na stanowiskach pracują ludzie poprzedniej ekipy”. Dziennikarka: „”Nie pytają, kiedy dostaną 500 zł na dziecko, tylko dlaczego prezes lokalnego radia nie został jeszcze wyrzucony?” A Pięta na to: „Wielu naszym wyborcom nie podoba się zbyt wolne tempo zmian kadrowych. Jest oczywiste, że nie zdołamy zrealizować programu Prawa i Sprawiedliwości przy pomocy ludzi z PO i PSL. Sukces jest możliwy tylko wówczas, gdy na ważnych stanowiskach zostaną zatrudnieni ludzie merytorycznie przygotowani i ideowo pewni”.

A więc, pośle Pięto, sukces nie jest możliwy, bo jedno wyklucza drugie: albo merytorycznie przygotowani specjaliści, albo ideowo pewni kabotyni.

W tym samym numerze „Wprost” kolejny artykuł pt. „Nowi generałowie Macierewicza”, a w nim: „Żołnierze przyglądają się zmianom z dystansem. Trochę są zaniepokojeni tempem, w jakim kręci się karuzela kadrowa. Nie podoba im się też sposób zdejmowania ze stanowisk dowódców.”

I jeszcze „Dwie twarze Waszczykowskiego” o zmianach personalnych w resorcie spraw zagranicznych: „Kaczyński spodziewał się szybkich czystek w ambasadach. A usłyszał, że decyzje zostały odciągnięte w czasie. W MSZ jest lista kilkudziesięciu dyplomatów, którzy z końcem roku stracą swoje stanowiska. Już latem może zostać odwołanych 40 ambasadorów, ale politycy PiS uważają, że zmiany należało przeprowadzić szybciej.” Cóż, widocznie Waszczykowski szuka kogokolwiek ze znajomością przynajmniej języka obcego, żeby nie było kompletnego blamażu…

Po dotychczasowych decyzjach kadrowych i personalnych zmianach widać, jak dotkliwie krótka jest ławeczka pisowskich kandydatów.

Śmiejmy się z tych Dyzmów pisowskich, bo cóż innego nam pozostało? Przecież to już przerabialiśmy, za komuny…

Czytaj również