Casus Romaszewskiej

Drukuj

Agnieszka Romaszewska-Guzy jest nie tylko córką Zofii i Zbigniewa Romaszewskich, zacnych przedstawicieli opozycji demokratycznej w PRL-u, ale także dziennikarką "niepokorną", apologetką PiS-u i jak się wydaje, obecnej "dobrej zmiany".

Dziennikarka nieco odstaje na korzyść od kato-prawicowych kadr, stanowiąc zaplecze intelektualne reżimu. Nie wiadomo do końca, po co wiąże się z układem, być może z rodzinnej tradycji, a być może w związku z tym, żeby wesprzeć jakkolwiek ów twór, który odczuwa dotkliwie deficyt intelektualny. Wszak synonimem „dobrej zmiany” jest desant Misiewiczów, co jest wystarczającą diagnozą. Zasilanie PiS-u własnym intelektem można uznać za oportunistyczną łatwiznę – brakuje zasadniczo jakiejkolwiek konkurencji. Rzecz jasna, konkurencji pod względem IQ, bo pod względem koniunkturalizmu, serwilizmu i bezmyślnej gorliwości partyjnej toczy się ostra rywalizacja, o czym mamy okazję przekonać się na każdym kroku.

Ostatnio Romaszewska wzięła udział w fasadowym konkursie na prezesa TVP. Również nie wiadomo, po co, skoro musiała wiedzieć, że konkurs jest ustawiony pod Kurskiego. Może chciała publicznie zaistnieć? Może, wiedząc, że konkurs jest ustawiony, świadomie wzięła udział w tej maskaradzie, żeby go uwiarygodnić? Źle by to wyglądało, gdyby był tylko jeden kandydat. Zaistniała zatem, atakując Kurskiego za biurokrację i centralizację.

Z jakiego powodu piszę o Romaszewskiej, jeśli nie wygłupiła się w żaden sposób ostatnio ani nie zachowała arogancko? Nie powiedziała nic, co mogłoby nas obrazić, rozbawić albo zirytować? Nie powiedziała, że Polacy nauczyli Anglików posługiwania się kieliszkiem? Powód jednak jest i to dość istotny, a mianowicie enuncjacja ze strony MSZ, że polski rząd zacieśnia przyjazne stosunki z reżimem Łukaszenki.

Otóż, przypomnę może, że to właśnie Romaszewska przed laty uruchomiła TV Bielsat, czyli opozycyjną wobec tego reżimu telewizję po białorusku, nadającą z Polski, która postawiła sobie za cel rozbudzenie wśród Białorusinów obywatelskiej świadomości i w perspektywie chęci obalenia Łukaszenki. Swój pomysł uzasadniała potrzebą odwdzięczenia się przez Polskę demokratycznemu światu, potrzebą spłacenia długu za Radio Wolna Europa i Głos Ameryki: kiedyś my byliśmy pod sowieckim butem i mogliśmy słuchać niezależnego radia, dziś Białoruś walczy o demokrację i trzeba ją wesprzeć niezależną od reżimu telewizją. I za to ceniliśmy Romaszewską.

Zresztą, i wcześniej, przed realizacją tego szlachetnego przedsięwzięcia, Agnieszka Romaszewska wykazywała się o ile nie sporym zmysłem politycznym, to na pewno godną pochwały ideowością, osobiście wspierając Pomarańczową Rewolucję na Ukrainie. Teraz zbiera cięgi od politycznych współwyznawców i za obronę przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich, i za TV Bielsat.

Pytanie brzmi: jak Agnieszka Romaszewska-Guzy czuje się z tym nagłym zwrotem polskiej polityki zagranicznej w kierunku białoruskiego reżimu w świetle jej wcześniejszych przekonań? Czy uznaje ów zwrot za błędny, czy też może TV Bielsat uważa za swoją życiową pomyłkę? Gdzie według niej leży dziś polska racja stanu? Czy czuje się rozczarowana kierunkiem polityki zagranicznej zaproponowanym przez swojego prezesa, Kaczyńskiego? Czy TV Bielsat może powinna teraz zmienić ramówkę i strategięna prołukaszenkowską?

Pani Agnieszko, gdzie według pani leży granica absurdu, a więc i pani poparcia dla PiS-u?

Czytaj również