7 grzechów głównych – polemika

Drukuj

Odnoszę się do tekstu Jakuba Nocha, poddającego krytyce KOD w jego obecnym kształcie. Chciałbym, żeby moją polemikę potraktowano równie konstruktywnie, jak ja staram się traktować tekst wyjściowy.

Jakub Noch w artykule „7 grzechów głównych KOD. Oto, co sprawia, że ruch Kijowskiego może stracić w oczach Polaków” pomieszczonym na portalu natemat.pl pod datą dzisiejszą wylicza: 1. Tylko sprzeciw; 2. Brak programu; 3. Wodzostwo; 4. Kompromitacje wizerunkowe; 5. Hejt; 6. Zamknięcie na inne poglądy; 7. Przekonanie o wielkości. Ponieważ jestem bardzo silnie emocjonalnie zaangażowany w ruch i czuję się jednym z KOD-erów, pozwolę sobie zabrać głos w sprawie tego artykułu.

ad 1. „Tylko sprzeciw”? Tylko sprzeciw, czy może zbyt mało radykalny sprzeciw?
Komitet Obrony Demokracji bardzo dba o to, żeby odejść od retoryki sprzeciwu. Nawet protest wymierzony przeciwko łamaniu konstytucji i ograniczaniu wolności obywatelskich nazywamy protestem w obronie konstytucji i wolności, do tego stopnia, że niektórzy co bardziej krewcy działacze postanowili odejść od KOD-u i jego koncyliacyjnej narracji, i nazwali powołaną przez siebie grupę „KOD PP”, czyli Kodem przeciw PiS-owi. Właściwy KOD nie chce być poczytywany za organizację sprzeciwu. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że respektujemy demokratyczny wybór, że nie występujemy przeciwko nim, a jedynie przeciw tym działaniom legalnych władz, które są wymierzone w fundamenty państwa prawa. Fakt, że zdarzają się one coraz częściej nie oznacza, że to KOD jest organizacją sprzeciwu, a oznacza, że to władza rozmontowuje sukcesywnie polską demokrację. Żeby nie narazić się na zarzut „tylko sprzeciwu”, pojawiła się w łonie KOD-u obywatelska inicjatywa ustawodawcza dotycząca Trybunału Konstytucyjnego, pod którą zebraliśmy stosowną liczbę podpisów, by mogła trafić do laski marszałkowskiej. Jeśli autor „7 grzechów głównych” uważa, że KOD może stracić w oczach Polaków jako organizacja sprzeciwu, to jest to nieporozumienie, bo taką organizacją nie jest, ale paradoksalnie właśnie dlatego może stracić: obywatele tracą cierpliwość i chcieliby prawdopodobnie coraz wyrazistszego sprzeciwu.

ad 2. „Brak programu”? Brak programu, czy może zbyt szeroki program zawarty w celach statutowych?
Jak rozumiem, to rozwinięcie punktu pierwszego. Dodam tylko, że istotą organizacji pozarządowej, jaką jest KOD, są cele statutowe, a nie program. Program jest istotą partii, zaś KOD partią nie jest. Posiadanie programu partyjnego ograniczyłoby dążenie do masowości tego ruchu obywatelskiego, gdyż musiałoby wyeliminować z tego ruchu osoby mające inne poglądy. KOD nie może mieć wobec tego programu partyjnego, ponieważ stworzył właśnie koalicję „Wolność – Równość – Demokracja”, do której zaprosił wszystkie partie opozycyjne od lewa do prawa, i chce pozostać wobec ich programów bezstronny waśnie po to, by to zaproszenie było zawsze aktualne. KOD ustami lidera zachęca swoich sympatyków do wstępowania do różnych partii, by podnieść potencjał obywatelski i intelektualny ugrupowań opozycyjnych.
Nawiasem mówiąc, tak jak organizacja pozarządowa nie powinna mieć programu, tak partia powinna, choć ten porządek kontestuje np. Kukiz, który chce być antysystemowy i w swoim proteście nie ujawnia programu, a jedynie artykułuje go ad hoc, w zależności od doraźnych potrzeb. Program partyjny – patrząc w drugą stronę – organizacji obywatelskiej czy ruchu społecznego byłby wstępem do przekształcenia się w partię. Taką metamorfozę przeszedł przykładowo NSZZ „Solidarność” stając się Akcją Wyborczą „Solidarność”. KOD konsekwentnie nie chce być postrzegany jako zalążek partii politycznej. Ma natomiast określone cele statutowe, których zamierza się wiernie trzymać. Można je sobie przeczytać tutaj.   Tu mogę się zgodzić z autorem, że cele statutowe nie są tak nośne, jak hasła partyjne ukute z programu, ale trzeba być konsekwentnym. Być może Polakom spodoba się taka forma aktywności obywatelskiej, tym bardziej, że wcale nie wyklucza – jak już zastrzegłem – działalności w organizacjach partyjnych, a wręcz ją wspiera.

ad. 3. „Wodzostwo”? Wodzostwo, czy może zbyt ustrukturalizowane procedury demokratyczne podejmowania decyzji?
Komitet Obrony Demokracji zrodził się z potrzeby chwili, a dopiero od niedawna uzyskał osobowość prawną. Od początku wizja tego ruchu była jasna, a jej depozytariuszem był i jest Mateusz Kijowski, który tę ideę odczytał z tekstu Krzysztofa Łozińskiego, niegdysiejszego KOR-owca i Solidarnościowca. I taki charakter ma mieć KOD, czego strzeże wyżej wymieniony lider, a w czym ustawicznie mu przeszkadzają rozłamowcy i samozwańczy liderzy. Organizacja, żeby być rozpoznawalną, musi mieć swoją twarz. W naszym przypadku jest to twarz Kijowskiego. O tym, że organizacja taką twarz mieć musi, niezależnie od tego, czy jest partią, czy nie, przekonała się partia „Razem”, która na przekór temu wymogowi postanowiła wziąć udział  w wyborach bez twarzy. Na jej szczęście, w ostatniej chwili postanowienie to złamał Adrian Zandberg, na nieszczęście za późno, i teraz są poza parlamentem. Więc twarz być musi. KOD jako organizacja świeżo uporządkowana formalnie jest w przededniu wyborów, dotychczas był to spontaniczny ruch obywatelski, nad którym ktoś musiał zapanować, żeby nie rozsypał się w powodzi sprzecznych pomysłów i nie odszedł od naczelnej idei, i żeby nie przekształcił się przykładowo w bojówkę, albo partię, albo majdan. I zapanował Kijowski. Co nie oznacza, że każe się nazywać wodzem. Jest liderem. Są lidery regionalni. Przyjdą wrześniowe wybory, które to zweryfikują: potwierdzą, albo wyłonią innych liderów. Czy jednak akurat wodzostwo, gdyby nawet przyjąć za prawdę, że panuje w KOD, choć tak nie jest, byłoby przyczynkiem do osłabienia społecznego poparcia w Polsce? Tu bym polemizował, raczej widziałbym sprawę inaczej – społeczeństwo się zradykalizowało i widać, trochę tęskni za silnym przywództwem, vide: wygrana w ostatnich wyborach parlamentarnych… Znów więc paradoksalnie to właśnie pryncypialne i konsekwentne przestrzeganie przez Kijowskiego demokratycznych procedur może spowodować kontrowersje, a nie odwrotnie.

ad. 4. „Kompromitacje wizerunkowe”? Kompromitacje wizerunkowe, czy może przeciwnie, dążenie do perfekcjonizmu?
Największym problemem wizerunkowym KOD-u dotychczas było wywleczenie przez adwersarzy KOD-u i przedstawienie w kłamliwym świetle przeszłości osobistej lidera (chodzi o alimenty). Wizerunek KOD-u jest mozolnie budowany, właśnie dorobiliśmy się biura prasowego. Ustalane są pewne schematy dotyczące budowania wizerunku, aby ich kształt pozostawał w zgodzie z ideą KOD-u. „Marka” jest społecznie rozpoznawalna i towarzyszą jej pewne charakterystyczne symbole, flagi – państwowa i unijna, etc, oraz hasła: „KOD łączy  nie dzieli” z serduszkiem, orzeł z napisem: „Lecę z KOD”, palce w triumfalnym V, opornik. Jeśli nawet zdarzają się jeszcze gdzieniegdzie jakieś potknięcia czy gafy, to trudno je od razu nazwać „kompromitacjami”. Część retoryki jest żartobliwym odbiciem pisowskiej propagandy (gorszy sort, cykliści, norki). Pikieta z licznikiem (Beata, drukuj wyrok!) usytuowana jest w malowniczym zakątku Alej Ujazdowskich u wejścia do Łazienek Królewskich. Słowem, traktuję akapit o kompromitacjach bardziej jako ostrzeżenie, niż odnotowanie rzeczywistych kompromitacji (podane przez autora przykłady jakoś do mnie w ogóle nie przemówiły i przeszły bez echa). Ale znów, paradoksalnie niektóre gafy mogą się podobać opinii publicznej, która pobłaża organizacji nie dlatego, że jest młoda, ale dlatego, że wtedy jest bliżej ludzi, bardziej ludzka, mniej profesjonalna i sformatowana. Ostatecznie, PiS zdobył władzę, choć większość wystąpień jego reprezentantów była i pozostaje nieustającym pasmem gaf i kompromitacji…

ad. 5. „Hejt”? Hejt, czy może zbyt łagodny język zgody i budowania?
Jeśli gdziekolwiek taki się pojawia, godny jest napiętnowania i nic go nie usprawiedliwia. Jeśli autor „7 grzechów” zetknął się z hejtem ze strony KOD-erów, niech przyjmie wyrazy ubolewania i przeprosiny. Mateusz Kijowski ruguje wszelki hejt i go nie toleruje, jego wypowiedzi są zawsze wyważone i KOD-erzy powinni brać z nich przykład. Administratorzy dyżurni na internetowych stronach oficjalnych KOD-u bardzo dbają o to, by się na nich hejt nie pojawił, podobnie jak podczas manifestacji nie pojawiał się ani w wykrzykiwanych sloganach, ani na transparentach. Nie ma tolerancji dla języka nienawiści i pogardy.  Wszelako, jako masowy ruch społeczny KOD nie zawsze natychmiast może zareagować na pojawiający się hejt. Drugą sprawą jest eskalacja mowy nienawiści w naszej wspólnej przestrzeni publicznej – lżonym i opluwanym niekiedy zaczynają puszczać nerwy i reagują w sposób niewłaściwy. Wiemy, że nienawiść i pogarda stały się narzędziem politycznym, chętnie wykorzystywanym przez obecne władze, a więc przeciwników KOD-u. Panuje polityczne i społeczne przyzwolenie na chamstwo, obyczaj polityczny karykaturalnie i groźnie się brutalizuje. KOD chce być tamą dla tych tendencji i chce być w awangardzie kontrrewolucji, która przeciwdziała podziałom, wykluczaniu, dyskryminacji, uprzedzeniom i pomówieniom. KOD-erzy muszą taki stan rzeczy zaakceptować. Zważywszy jednak na powyższe niesprzyjające okoliczności, znowu muszę – odnosząc się do tekstu, z którym polemizuję – podnieść, że to nie tyle hejt może odstręczać od organizacji, ile brak dosadności w naszych realiach, gdy wszyscy walą się na oślep, a my idziemy z przesłaniem: „make love, not war”…

ad. 6. „Zamknięcie na inne poglądy”? Zamknięcie na inne poglądy, czy też może nadmierne otwarcie na czcze dyskusje?
Rozumiem, że jest to powtórzenie punktu 2 „brak programu”? Trudno, żeby opozycja demokratyczna była otwarta na „poglądy” niedemokratycznej władzy… Otóż, paradoks tolerancji ma pewną granicę, tolerancja nie może być bezgraniczna. Granica tolerancji sprowadza się do zdania: „nie ma tolerancji dla nietolerancji”. Gdyby przyjąć inaczej, tolerancja uległaby nietolerancji. Podobnie jak z hasłem „kompromisu wobec sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego”. Nie ma sporu, a w kwestii wydrukowania wyroku nie może być kompromisu – albo będzie wydrukowany, albo nie. Ktoś ładnie niedawno spuentował, że nie może być wydrukowany w połowie. Poglądy ma KOD bardzo szerokie i dotyczą przywrócenia państwa prawa. Czy może być otwarty na inne poglądy? A w kwestiach szczegółowych, zarzut zamknięcia może dotyczyć hasła „majdanu”. Niektórzy obywatele chcieliby złej władzy pozbyć się natychmiast, w drodze ogólnonarodowej rebelii. Czy można być otwartym na taki pogląd, który głosi, że tylko w ten sposób przywrócone zostanie państwo prawa? Co nagle, to po diable. Procesy społeczne i zjawiska polityczne charakteryzują się pewną dynamiką i dramaturgią, trudno zatem dawać się ponieść emocjom, gdy trzeba rozwagi, przy całej determinacji. Determinacji, a nie desperacji, bo to jeszcze nie pora. Poglądy? To kwestia wyboru, jaką drogą podążać, zawsze w nieznane. Zawsze ryzykując ścieżkę niewłaściwą. Sytuacja polityczna w Polsce, w jakiej zaistniał fenomen KOD-u jest bezprecedensowa. To jeden wielki eksperyment. Trzeba działać metodą prób i błędów, starając się minimalizować te ostatnie. Z tego, co obserwuję, zarząd KOD-u jest chętny do prowadzenia dialogu i przyjmowania krytyki, żeby ta droga była skuteczna i osiągnięcie celów statutowych było możliwe w dającej się przewidzieć przyszłości.

ad. 7. „Przekonanie o wielkości”? Przekonanie o wielkości, czy też może nadmierna skromność i pokora?
No, to raczej radość, że ludzie przyłączają się do ruchu, że staje się wiarygodny. Tylko silny KOD może być przecież skuteczny. Myślę, że KOD-owi nie brakuje skromności i pokory, ale bez przesady – na swoją wartość, bo jest przekonany o słuszności swoich dążeń. Zarówno cały KOD, jak i poszczególni jego członkowie są deprecjonowani przez przeciwników, i temu procederowi jesteśmy poddawani na co dzień. Ale nawet w ramach odreagowania tej przykrej sytuacji, rzadko się zdarza triumfalizm. Zręby KOD-u, z którym mam do czynienia, tworzą osoby myślące, empatyczne i refleksyjne, którym nieobce są takie stany umysłu, jak wątpliwości, czy chwilowej przynajmniej bezradności. Kolejny raz muszę podnieść, że to właśnie brak przekonania o słuszności naszych dążeń i okazywana zbyt często niepewność byłyby czynnikiem demotywującym dla opinii publicznej… Współczesny świat, w tym i nasz kraj, jakkolwiek wbrew mojej na przykład naturze, opiera się na prymacie siły i nagradzaniu silniejszych. Osobliwie w konfrontacji z obecną władzą, która bardzo popiera ten stan rzeczy, przekonanie o własnej sile i pewność siebie bardzo się przydają.

I jeszcze zacytuję autora: „A gdy zostanie tylko „najtwardszy elektorat”, KOD z głównego gracza na polskiej scenie politycznej stanie się jednym z kolejnych stowarzyszeń, które nie stanowią niczego więcej niż koła wzajemnej adoracji.” Otóż, wielka szkoda, że obywatele dotychczas niespecjalnie interesowali się działalnością stowarzyszeń i organizacji pozarządowych, ale wierzę, że właśnie KOD to zmieni. Na koniec powiem, że krytyka autora bardzo była dla mnie inspirująca – w zupełnie innych rejonach upatrywałem (i nadal upatruję) ewentualnych zagrożeń dla KOD-u.
12348163_1676515105919060_3232742033349825971_n

Czytaj również
  • Tomasz Klein

    Riposta w punkt Panie Przemku.

  • Stefan Kubów

    Skomentowałem w mniej więcej podobny sposób. Czyli jest zgodoa. A p. Noch chcąc – nie chcąc spowodował ożywienie myslenia o KOD-zie